Menu główne
strona główna
kontakt
Artykuły
Bielizna dla nastolatek
Buty dla nastolatek
Biżuteria
Dbaj o siebie
Filmy dla nastolatek
Gadżety
Moda
Uroda : Makijaż
Uroda : Twarz i ciało
Uroda : Włosy
Statystyki


userów na stronie: 0
gości na stronie: 5
Najczęściej czytane
-TENDENCJE W BIELIŹNIE ...
-Piękne i zadbane piersi
-Obsessive... Komplet V...
- Obsessive... Stringi ...
-Obsessive... komplet G...
-Obsessive... Komplet K...
- Buty Icebug Cortina -...
-Shirley... Bodystockin...
-Axami... Komplet V541/...
-Elegant Moments... Kom...
Polecamy
rap, hip hop
europejska choszczno
mirc
telewizory led
kamery
Artykuły > Filmy dla nastolatek > Kod da Vinci

Ileż się o tym filmie nasłyszałem zanim się pojawił na ekranach kin! Cały ten szum medialny wokół najpierw książki, a później jej adaptacji to klasyczna burza w szklance wody... i do tego wody prosto z (k)Loary.

Przeczekałem okres kiedy filmidło to święciło kasowe triumfy w kinach na całym świecie. Przetrwałem niewzruszenie dziki szał na książkę..., po którą w mojej miejskiej bibliotece trzeba było ustawiać się w niezłej kolejce (ktoś kto wtedy zajrzałby do biblioteki i zobaczył co chwilę przychodzących tudzież dzwoniących ludzi pomyślałby, że ze spadkiem czytelnictwa w naszym kraju to bujda). Gdy opadło ciśnienie związane z dyskusjami jakie rozgorzały na forach internetowych wreszcie obejrzałem sobie to cuś.

Fabuła ma być z wyglądu skomplikowana i misterna, a przy bliższej obdukcji tegoż trupa wyłażą trociny napchane zamiast bebechów w prosektorium Hollywoooood. więc znany maniak tajemnic zostaje zabrany przez policję, francuską policję na miejsce zbrodni w Luwrze. Został tam zabity znany maniak Jacques Saunière. Jednak przed śmiercią postarał się zostawić ślady w formie zagadki, którą pan Robert Langdon ma rozwiązać by się dowiedzieć kto był zabójcą. Oczywiście pojawia się także piękna nieznajoma, która maniakalnie wie więcej niżby na to wskazywały poszlaki.

Dalej nie chce mi się rozwodzić nad fabułą, gdyż mija się to z celem, przecież trzeba widzowi zostawić jakieś niedopowiedzenie... Faktycznie jakieś - dla mnie tym niedopowiedzeniem było pytanie - za czym te miliony tak szalały po kinowych salach?

Już na początku trafia nas potężna kicha - niedorzeczność. Ja się grzecznie pytam: kto umierając, mając jeszcze tylko kilka minut życia popiernicza po muzeum zostawiając tu i ówdzie kolejne kawałki zagadki związanej z mordercą? I pytam się jeszcze grzeczniej po raz wtóry: jak wysoki iloraz inteligencji należy posiadać, by w tych kilku ostatnich tchnieniach wymyślić tak skomplikowaną łamigłówkę, którą rozszyfrować może tylko kolejny geniusz z IQ podczas snu równy 487? Te jak i wiele innych pytań pojawiających się co i rusz podczas seansu, trzeba pozostawić bez odpowiedzi...

Na pierwszy rzut oka jest tu wszystko co stanowi o hicie made in hollywooooood - scenariusz oparty na bestsellerowej książce (bo trzeba nakręcić coś co nakręciło już rynek), gwiazdorską obsadę (najlepiej zdobywców nagród itp.), piękną aktorkę (Audrey Tautou uroku nie można odmówić) i porządnych rzemieślników do sklecenia tej lepianki. Tylko co z tego wyszło? Szydło z worka, pordzewiałe szydło z parcianego worka, w którym został kupiony przez miliony widzów kot, który tak naprawdę nie jest kotem - tylko kolejnym wcieleniem faraona Ramzesa II, który nie jest człowiekiem a kosmitą, a kosmici to tak naprawdę podróżnicy w czasie z innego wymiaru sprawiedliwości.

Kilkukrotnie zaśmiałem się z niedorzeczności jakie mi zaserwowano, jednak było to zagranie typowo autowe. Obawiam się, że prosty lud dał się nabrać tej prezentowanej nowej/starej formie spiskowej teorii dziejów spisanych zanim się jeszcze wydarzyły. Wkurzyło mnie, iż główna tajemnica objawiła mi się nieznanym sposobem już wtedy, gdy dwie wielkie umysłowo głowy rozważały na ekranie o podtekstach na obrazie Ostatnia Wieczerza.

Tłuszcza waliła drzwiami i oknami by obejrzeć nieznane nam kulisy powstawania religii chrześcijańskiej. Polska jako kraj katolicki stała w czele zdobycia tej niesamowitej wiedzy. Ja już będąc pacholęciem przeszedłem etap mitomani - czyli zaczytywania się wielokrotnie "Pocztem potworów letnich", oraz dziełami mistrza mitomani Ericha von Danikena, który potrafiłby udowodnić nawet to, że Giertychowie nie pochodzą od małpy, a od inteligentnej formy krzemionki pochodzącej z gwiazdozbioru Łabędzia. Będąc przeciętnym nastolatkiem, mającym do dyspozycji jedynie przeciętny księgozbiór w przeciętnej bibliotece publicznej (tak, tak było to jeszcze w czasach, gdy o internecie nikt nie słyszał) weryfikowałem te bajki dla potłuczonych na wierze i znalazłem swoją drogę do prawdy. Do dziś jestem fanem fantastyki, wierzę w inteligentne formy życia we wszechświecie poza Ziemią, ale ni cholery nie dałem się wciągnąć w tą mitomaniaczą postmodernistyczną rę prosto z książki i filmu - mającego robić pozory opartego na prawdziwych domniemaniach. Do mnie nie ma szans dotrzeć pusty przekaz o innej, prawdziwej historii Jezusa Chrystusa.

Wszyscy zauroczeni tym filmem powinni sięgnąć do prawdziwych korzeni wątków luźno rozrzuconych w tym filmie. Miło zobaczyć dzieło, gdzie głośno mówi się o terrorze jaki siał przez wieki swojej działalności kościół katolicki, ale poza tym pustym dźwiękiem rozgłosu, brak tu prawdziwej debaty, dyskusji.

Nagromadzono tu wręcz olbrzymią ilość znanych każdemu elementów -od Leonarda da Vinvi, przez Jezusa Chrystusa, Marię Magdalenę, zakon templariuszy, po Świętego Graala. Jednak sygnowane tymi hasłami widowisko tylko w znikomym stopniu bawi, bo uczyć może co najwyżej przeciętnego Amerykanina, który ma problemy w edukacji na każdym polu - nawet jeśli jest zasięg.

Tom Hanks genialnie zagrał w "Filadelfii" czy "Forreście Gumpie", a w tym filmie to chyba tylko milionowa gaża miała być dla niego wyzwaniem. Jego postać męczy sie (te klaustrofobiczne lęki wprowadzone chyba tylko po to by ukazać boską moc leczenia), a sam aktor chyba nie do końca miał na nią pomysł. To samo Audrey Tautou i Jean Reno - takie nie wiadomo co i trudno cokolwiek dobrego o nich powiedzieć. W tej trójce najmniej blado wypada Reno, ale i tak daleko jest mu do jego prawdziwych umiejętności (zaserwowanych choćby w "Leonie zawodowcu").

Widać, że w ten film wpompowano miliony dolarów, ale tylko po to by za sprawą boskiej pomocy rozmnożyły się i przyniosły niezłe profity. Ta część misterium wypadła dość okazale. Gorzej jest pod względem filmu jako sztuki, chyba że tą sztukę przeliczymy na sztukę jako jednostkę.

Czy obejrzeć? Można, ale poczekajmy na moment, gdy co miesiąc będzie ten film hitem dnia w kolejnych stacjach telewizyjnych, które dla naszego dobra przedłużą czas naszego kontaktu z tym dziełem o minimum pół godziny dzięki niezbędnym przerwom reklamowym na zrobienie herbatki miętowej i opieprzenia czegoś na ciepło, której to temperatury brak w tym wysoko produkcyjniaku

komentarz[0] |


0.041 |