Menu główne
strona główna
kontakt
Artykuły
Bielizna dla nastolatek
Buty dla nastolatek
Biżuteria
Dbaj o siebie
Filmy dla nastolatek
Gadżety
Moda
Uroda : Makijaż
Uroda : Twarz i ciało
Uroda : Włosy
Statystyki


userów na stronie: 0
gości na stronie: 5
Najczęściej czytane
-TENDENCJE W BIELIŹNIE ...
-Piękne i zadbane piersi
-Obsessive... Komplet V...
- Obsessive... Stringi ...
-Obsessive... komplet G...
-Obsessive... Komplet K...
- Buty Icebug Cortina -...
-Shirley... Bodystockin...
-Axami... Komplet V541/...
-Elegant Moments... Kom...
Polecamy
rap, hip hop
europejska choszczno
mirc
telewizory led
kamery
Artykuły > Filmy dla nastolatek > Piła III
Piła IIIPierwsza "Saw" była ciekawa. Druga była inna, l ecz nadal ciekawa. Trzecia jednak - zgodnie z oczekiwaniami - jest nudna i wtórna.

Jigsaw oraz Amanda znowu nauczają. Tym razem wybaczania. Kilka lat temu Jeff stracił syna w wyniku wypadku samochodowego. Sąd wymierzył jego zabójcy zaskakująco łagodną karę. Od tego momentu Jeff żyje nienawiścią i żądzą zemsty. Daje mu ją sam Jigsaw zmuszając go do przyjęcia roli pana życia i śmierci kilku osób bezpośrednio związanych ze śmiercią syna oraz procesem sądowym jej winowajcy. Sam psychopatyczny edukator jest jednak śmiertelnie chory. Kolejną wiec uczennicą staje się Lynn Denlon, wspaniała pani doktor a zarazem znudzona życiem i zaniedbująca rodzinę kobieta. Powierzone zostaje jej zadanie utrzymania Jigsawa przy życiu do momentu, w którym Jeff ukończy swoje próby. Oba wątki rozwijają się jednocześnie by pod koniec całkiem logicznie się połączyć. Tutaj niestety zalety scenariusza kończą się. Wydarzenia są przewidywalne, dialogi drętwe i pozbawione polotu. Z punktu widzenia potencjalnego widza "Saw" oczekującego hektolitrów krwi dużo ciekawszy wydaje się być wątek Jeffa, który scenarzyści zepchnęli jedn
 ak na plan drugi starając się wpleść trochę psychologii. Nieudanie, ale o tym za chwilę.

Bądźmy jednak szczerzy. Nie o fabułę tutaj chodzi a o krew. W tym przypadku dostajemy niestety kolejne, wielkie rozczarowanie. Nie tak dawno świat obiegły informacje o widzach mdlących w trakcie seansów. Logicznym wiec wydawało się nastawienie się na długie ujęcia rozrywanych bądź rozszarpywanych ciał nie pozostawiających nic wyobraźni. W filmie uskuteczniono jednakże szybkie ujęcia rodem z MTV nie pozwalające na dosłowne wylanie się na widza wnętrzności
  denata. Niby mamy tu pomysłowe sposoby uśmiercania, niby ludzie są rozrywani, łamani czy zżerani. Ale co z tego, jeśli jedna z pierwszych scen (rozerwanie korpusu) okazuje się być mniej "mięsista" niż analogiczne rozrywanie Pinheadowskimi łańcuchami z sędziwego już "Hellraisera"? Można by sądzić, że taki montaż mógłby mieć na celu działanie na wyobraźnie. Nie znajdziemy tu jednak godnych następców wbijania noża w oko czy wrzucania do dołu wypełnionego strzykawkami z części poprzedniej. Nawet nie spróbuję porównać ich do tych naprawdę mocnych, znanych z innych filmów - choćby rozerwania tirami z "Hitchera" - gdyż zakrawało by to na najzwyczajniejszą w świecie kpinę. Zresztą, skoro autorzy chcieliby jedynie dawać poszlaki co do tego, co dzieje się z torturowanymi, nie dawaliby tego co dają. A dają w zasadzie całkiem dużo, jednakże zbyt  chaotycznie by lekko zaprawionego w boju widza obrzydzić.

Może więc autorzy przerażenie wywołać chcieli samymi postaciami? Najwyraźniej nie, skoro zaserwowali nam gamę jednowymiarowych i całkowicie przewidywalnych bohaterów. Co gorsza, nie udało im się w żadnym stopniu wzbudzić we mnie jakichkolwiek uczuć względem nich. Nie kibicowałem, nie nienawidziłem. Po prostu, szczerze zwisał mi ich los.

Mamy więc co najwyżej średnia fabułę będącą pretekstem do pokazania mało obrazowych scen śmierci papierowych postaci. Największą 
 jednak wadą "Saw 3" jest "Saw 2". Z dużej perspektywy wydają się być identyczne, lecz w miarę zbliżania wzroku coraz wyraźniej widać, że ostatnia część jest jedynie nieudaną wariacją na temat poprzednika. W części drugiej niemalże ciekawe okazywały się być wzajemne relacje bohaterów, którzy mieli niemalże realistyczne charaktery. Niemalże okazuje się być naprawdę dużym odcinkiem, ale to nie czas ani miejsce na takie dysputy. Tutaj mamy jednego faceta, z którym sympatyzować nie sposób, latającego z pomieszczania do pomieszczenia by chwile pokrzyczeć i pójść dalej. Nie wciąga to w najmniejszym stopniu. W 2 mieliśmy także dwa plany. Tam był nim policyjny pościg dozowany w sensownych, nie usypiających ilościach, tutaj jest nim w ysunięty na piedestał interpersonalny konflikt Jigsawa, Amandy oraz Lynn. Konflikt niestety chybiony, gdyż żadna z postaci nie dorobiła się interesującego rysu psychologicznego (nie wspomnę nawet o "realistycznym", bo samo oczekiwanie takowoweg znacznie powiększyło by moje zawiedzenie  się tą produkcją). Mamy tu także zaskoczenie trzymane na sam koniec. Po raz trzeci okazuje się, że jedynie sam Jigsaw panuje nad wszystkim. O dziwo, wprowadzone w marny sposób, działa lepiej niż to poprzednie nie wzbudzając aż takiego śmiechu politowania nad efektem pracy scenarzysty. W zasadzie jedynym nowym elementem jest zapoczątkowanie procesu ujawnienia przeszłości Jigsawa, który najprawdopodobniej zostanie kontynuowany w częściach kolejnych (część 4 jest już oficjalnie zapowiedziana, a domena www.saw5.com kupiona). Pech chce, że jest to kolejny nie trafiony element źle pracującej maszyny jaką ten film jest. To właśnie tajemniczość psychopatycznego mordercy była najciekawszym i najbardziej przerażającym elementem poprzedniczek. Najgorszy jest jednak fakt, że nawet gdyby te elementy były dużo bardziej dopracowane (bądź chociaż dopracowane), "Saw 3" i tak nie można by uznać za obraz udany. S kostniała formuła wyraźnie się już przejadła i nie smakowałaby tak dobrze jak do niedawna (choć i tak wtedy nie była żadnym wykwintnym daniem).

Nie wspomniałem do tej pory o aktorstwie, bo w zasadzie nie ma o czym. Po raz trzeci większość ról ogranicza do się do prezentowania dwóch postaw - strachu/skonfudowania oraz umierania. Ludzie pojawiają się na ekranie, błagają o litość a potem drą się niebo głosy. Zawodzą jednak role pierwszoplanowe. Nikt nie wybija się na plus, nie wybija się na minus. Robią co muszą, nie starając się wybić poza ten standard. Jednak, jak by nie patrzeć, Tobin Bell (Jighsaw) to nie Anthony Hopkins (Hannibal Lecter z "Silence of the Lambs"), nie dostał także wymagającej
  roli. Przez cały film leży i powstrzymuje Shawnee Smith (Amanda), która ciągle lata po ekranie próbując ukatrupić stanowczo zbyt spokojną Bahar Soomekh (Lynn).

Zakończę może trochę niepoprawnie politycznie. Film zobaczyć można. Nie dlatego, że jest wspaniały, wybitny czy ponadprzeciętny gdyż taki po prostu nie jes
 t. Jest jednak trzecia częścią kultowej już sagi, kontynuacją jednych z najbardziej wpływowych wpływowych filmów XXI wieku. Jednak pieniędzy na bilet naprawdę szkoda.  
 
komentarz[0] |


0.018 |